Na dobry początek z Azją.




A więc staję przed nowym wyzwaniem. Blog tematyczny. Nad samym "tematem" nie musiałam długo myśleć, w końcu najlepiej było wybrać coś, czym naprawdę się interesuję, co mnie porusza, fascynuje, przyciąga i sprawia, że moje życie nigdy nie jest nudne. Azja. Jedno słowo, kontynent, tak bardzo od nas oddalony, taki niedostępny i będący dla mnie od zawsze czymś intrygującym, odległym, jak marzenie, które mam nadzieję, że kiedyś uda mi się spełnić. Azja to obszerny temat, mogę więc pisać o wszystkim, co jest z nią związane, bo wszystko, co kojarzy mi się z Azją jest niesamowite.
Kultura, tradycje, muzyka, film, jedzenie, moda, zabytki... To wszystko składa się na jeden niepowtarzalny klimat, egzotyczny i bardzo odrębny. Jejku, sama nie wiem, od czego powinnam zacząć! To chyba z jednej strony dobrze, nie muszę się martwić, że wyczerpią mi się tematy...
Azja to dla niektórych kraj jak każdy inny, dla jednych bardziej interesujący, dla drugich mniej. Dla mnie to jest coś o wiele więcej. Czasami lubię myśleć, że powiążę z tym swoją przyszłość, będę miała okazję pojechać tam i na własne oczy zobaczyć to, co mnie tak do siebie przyciąga. Zaczęło się od Japonii, teraz moja fascynacja obejmuje już prawie cały kontynent. Korea, Chiny, Indie, Tajwan... Dzięki temu poznałam tyle wspaniałych rzeczy, a także ludzi, którzy podzielają moją pasję, rozwinęłam swoje własne umiejętności... Zyskałam tak wiele, że czasami nawet nie mogę w to uwierzyć i nie wyobrażam sobie życia bez tego wszystkiego, a teraz mam zamiar podzielić się tutaj swoimi największymi zainteresowaniami.

To tak tytułem wstępu, jeśli chodzi o tematykę tego bloga i przybliżenie tego, o czym będę tutaj pisać i dlaczego właśnie to wybrałam. Teraz mam pustkę w głowie, mimo, że pomysłów na notkę mi nie brakuje. Może zacznę od Japonii, bo to właśnie od niej wszystko się dla mnie zaczęło.
Tak jak zapewne wszyscy się domyślają, powodem była manga i anime. Wiem dobrze, jak ludzie zazwyczaj reagują, słysząc te dwa słowa, bo pamiętam, jak ja sama zareagowałam, kiedy w pierwszej klasie gimnazjum koleżanka opowiadała mi o tym, przekonywała, że to naprawdę coś niezwykłego i namawiała do zobaczenia na własnej skórze, co w tym takiego ciekawego. Byłam nastawiona bardzo sceptycznie. No bo przecież to tylko jakieś „chińskie bajeczki” z wielkookimi postaciami o dziwnych imionach, które tak ciężko jest zapamiętać. „To przecież dla dzieci.” „Komiksy które czyta się od tyłu? Bez sensu.” Tak właśnie myślałam, kiedy włączałam swoje pierwsze w życiu anime, o którym wiedziałam, że naprawdę było to anime (pomijam „Pokemony” czy „Naruto” oglądane w dzieciństwie, bo wtedy nawet jeszcze nie znałam tego fachowej nazwy).
Z początku miałam trudności z rozróżnieniem mangi od anime, dla mnie to było jedno i to samo. Dopiero potem zrozumiałam, że manga to komiks do czytania, a anime to rysunkowy serial, najczęściej wieloodcinkowy. Wtedy trochę bardziej zaczęło mi się rozjaśniać w głowie. No dobrze.  Chyba nic mi się nie stanie, jeśli obejrzę jeden odcinek…
Okazało się, że się myliłam. Stało się bardzo dużo.
Moim pierwszym anime było „Ouran High School Host Club”, zwyczajna komedia romantyczna, lekki obyczaj i myślę, że lepiej nie mogłam trafić. Fabuła nie była bardzo skomplikowana, opowiadała o elitarnej szkole w Japonii, gdzie przybywa zwyczajna, niepochodząca z bogatej rodziny dziewczyna, Haruhi, którą mylnie biorą tam za chłopaka. Zaprzyjaźnia się z grupą chłopców, tworzących w szkole elitarny klub i dołącza do nich, niekoniecznie z własnej woli. Później poznajemy bliżej resztę bohaterów, a każdy z nich ma bardzo rozbudowany, niepowtarzalny charakter, każdy daje się zapamiętać i polubić dzięki swojej oryginalności. Pojawia się także wątek romantyczny pomiędzy Haruhi a założycielem klubu, Tamakim, który jednak jest bardziej rozwinięty dopiero w mandze, na której podstawie opiera się serial.

Tym, co mnie oczarowało, nie była nawet sama fabuła, do której mimo wszystko mam wciąż ogromny sentyment. Urzekła mnie natomiast prześliczna kreska, pięknie narysowane postaci i dlatego też szybko potem sięgnęłam po mangi. Od zawsze uwielbiałam rysunek i wszystko co z nim związane, więc to przesądziło sprawę – podziwiam twórców mang i rysowników, którzy pracują nad powstawaniem całych serii. Dla kogoś, kto nie ma z tym styczności na co dzień może nie wydaje się to żadną wielką sztuką, ale ja uważam, że trzeba być naprawdę utalentowanym, by stworzyć coś takiego. Moje ukochane serie to między innymi „Kuroshitsuji”, „Durarara!!”, „Nana”, „Karneval”, „Pandora Hearts”… Jest ich bardzo dużo i to właśnie dzięki temu, dzięki mandze i anime powoli coraz bardziej zagłębiałam się w kulturę Japonii. Jeśli jednak chodzi o muzykę, zdecydowanie wolę koreańskie brzmienia, ale na to chyba potrzebuję już osobnego postu.

Na zakończenie tej notki wstępnej wstawiam tutaj dwa openingi*. Pierwszy pochodzi z anime „Karneval” - "Henai no Rondo", japońska piosenkę stworzona przez GRANRODEO która nieraz mnie inspirowała i wciąż zajmuje ważne miejsce na mojej playliście.
Drugi natomiast jest piosenką przewodnią wspomnianego przeze mnie w poście "Ourana" i nosi tytuł "Sakura Kiss".








*opening – zapoczątkowujący każdy odcinek fragment zapowiadający historię i przedstawiający jej bohaterów ze specjalnie stworzoną do niego muzyką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz