K-pop, czyli koreańska nuta ♥


"Powiedz mi, jakiej muzyki słuchasz, a powiem Ci, kim jesteś."




Ludzie słuchają różnej muzyki - od metalu po rock, przez wszelkie możliwe odmiany i gatunki. Niektórzy wolą klasyki, inni nowoczesne hity, które górują na listach przebojów i nieraz można usłyszeć w radiu ich brzmienie. Zanim jeszcze zaczęłam zagłębiać się w azjatyckie klimaty, słuchałam praktycznie wszystkiego, co wpadło mi w ucho i nigdy nie miałam jednego, ulubionego zespołu czy gatunku muzycznego. Po prostu w moich słuchawkach zawsze musiało rozbrzmiewać coś adekwatnego do mojego aktualnego nastroju, bo muzyka zawsze była dla mnie bardzo ważna. Traktowałam ją jako coś relaksującego, uspokajającego, czasami odwzorowującego moje emocje. Nigdy jednak nie ograniczałam się do jednego gatunku i nadal tego nie robię, bo wciąż zdarza mi się posłuchać "zwykłej" muzyki. Kojarzę zarówno klasyki, jak i najnowsze hity, ale...
No właśnie, ale. Tym niewielkim "ale" jest tutaj wciąż niezbyt popularny, raczej mało znany i często pomijany rodzaj muzyki, w którym zakochałam się około dwa lata temu i dosłownie przepadłam w świecie oryginalnych, wyróżniających się zespołów, wpadających w ucho piosenek oraz artystów i wytwórni, które je promują. Ale może po kolei, bo wiele osób wciąż jeszcze nie wie, czym właściwie jest k-pop, co sprawia, że tak bardzo różni się od innych gatunków muzycznych i dlaczego jest taki wyjątkowy, a wierzcie mi na słowo - jest wyjątkowy i oryginalny z pewnością, mimo, że oczywiście nie każdemu się spodoba.


K-pop, czyli dokładniej mówiąc "korean pop", powstały, jak sama nazwa wskazuje, właśnie w Korei Południowej, łączy w sobie wiele różnych elementów muzycznych, nigdy nie zamyka się w jednym stylu, przez co może przyjmować różne formy - reprezentuje zarówno ballady jak i mocniejsze brzmienia, słowem - nie sposób się nudzić, słuchając tego typu muzyki. K-pop łączy w sobie hip-hop, electropop, dance, rock i wiele innych rodzajów, zachowując dzięki temu pełną różnorodność. Piosenki wykonywane są zazwyczaj przez kilku -, lub kilkunasto - (!) osobowe zespoły, głównie boysbandy i girlsbandy, czyli takie, w których skład wchodzą wyłącznie mężczyźni, lub wyłącznie kobiety, nie ma grup mieszanych. Oczywiście na koreańskiej scenie pojawia się również wielu wokalistów, którzy podążają solową karierą, lub są członkami zespołu, ale nagrywają indywidualne albumy, w ten sposób zyskując większą popularność. Zarówno grupy k-popowe jak i soliści są zazwyczaj bardzo długo przygotowywani i trenowani, by w końcu zadebiutować i jest to jeden z tych aspektów k-popu, o których większość ludzi nie ma pojęcia, a za które ja między innymi tak bardzo podziwiam koreańskich wykonawców. Tam nic nie dostaje się za darmo, do wszystkiego trzeba dojść przez ciężką pracę i lata morderczego treningu, sam talent czy dobre chęci nie wystarczą. To zdecydowanie odróżnia artystów od amerykańskich piosenkarzy, którzy, mimo, że na pewno też wiele ćwiczyli, nigdy chyba nie stanęli przed tak wyczerpującym zadaniem, jaki stawiają przed młodymi koreańskimi gwiazdami wytwórnie. To właśnie one opiekują się ich karierą, wcześniej solidnie ich do niej przygotowując. Jeden z moich idoli, lider zdobywającego ostatnio coraz większą popularność boysbandu EXO - Kim Junmyeon znany pod scenicznym imieniem Suho, trenował w wytwórni SM Entertainment przez całe sześć lat, by w końcu zadebiutować! To nie byle jaki wyczyn, bo wytwórnie nie uczą tylko jak śpiewać. Uczą również jak tańczyć, jak się poruszać, jak mówić i czego nie mówić, co wolno i czego absolutnie nie wolno robić, stojąc w świetle reflektorów.
Jak widać, młodzi artyści nie mają w Korei najłatwiejszego życia, a rzeczywistość jest czasem zdecydowanie mniej kolorowa, jak może wydawać się nam, fanom.


Teksty piosenek są oczywiście śpiewane po koreańsku, można jednak bez trudu wyłapać angielskie wstawki, dzięki którym tekst jest bardziej urozmaicony, chwytliwy, niebanalny. Melodia i rytm również wpadają w ucho niemal natychmiast i potem ciężko jest się od nich uwolnić - ja osobiście odczułam to bardzo dotkliwie po pierwszym przesłuchaniu piosenki Block B - "Nilili Mambo", którą nuciłam potem pod nosem przez kilka tygodni i za nic nie chciała mi ona wyjść z głowy!




No dobrze, ale k-pop to nie tylko muzyka i tu właśnie zaczynają się schody! To jeden z niewielu gatunków muzycznych, które doczekały się swojej własnej subkultury - fani z całego świata traktują swoich idoli nie jak zwykłych artystów muzycznych, ale jak kogoś, z kogo mogą czerpać przykład i brać wzór, zarówno w stylu jak i w zachowaniu, czy przekonaniach. Osobiście sama często inspiruję się swoimi idolami, zwłaszcza w kwestii mody, ponieważ uwielbiam ich styl i stroje, jakie noszą zależnie od konceptu, który właśnie promują. To naprawdę wspaniałe, bo dzięki temu czuję się oryginalna, wiem, że jest coś, co wyróżnia mnie z tłumu, nawet, jeśli nie wszystkim się to podoba.
Tak, spotkałam się już kilka razy z krzywymi spojrzeniami, nawet ze strony moich bliskich znajomych, którzy nie potrafią wyobrazić sobie, jak coś takiego może mnie interesować. Hm, jak widać może i to wcale nie jest takie dziwne, dlatego wychodzę z założenia, że po prostu istnieją różne gusta i typy ludzi.

Co do moich ukochanych zespołów i artystów, poświęcę im szczegółowo całą następną notkę, teraz chciałabym tylko je wymienić i może zamieścić kilka moich absolutnie ulubionych piosenek, do których chyba zawsze będę mieć słabość.

Na pierwszy ogień idzie oczywiście SHINee, zespół składający się z pięciu chłopców, właściwie pierwsza k-popowa grupa, którą poznałam i do której zawsze będę mieć sentyment. Oto "Breaking News", jedna z moich ulubionych piosenek.




Tu z kolei nieco inny klimat i zupełnie inny koncept, a przy tym chyba najbardziej rozbudowany teledysk, przedstawiający całą historię, dzięki której magia EXO jeszcze bardziej przemawia do odbiorcy. "Mama".




I na koniec moja ulubiona solistka, którą podziwiam przede wszystkim za to, że udało jej się osiągnąć tak wiele już w tak młodym wieku (Lee Hi ma teraz 17 lat, czyli jest moją rówieśniczką) - "Rose".




Dziękuję za przeczytanie i do następnego posta!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz