Zabawna ta "drama"...





Dzisiaj będzie filmowo, a może raczej dramowo, bo tak się śmiesznie składa, że terminem "drama" określa się w Azji prawie każdy serial i nieważne, czy jest to rzeczywiście dramat, komedia, romans czy może kryminał. Sama na początku tego nie rozumiałam i nie fascynowałam się jakoś specjalnie koreańskim czy też japońskim kinem, więc nie ciągnęło mnie do tego, ale z czasem przekonałam się, że dramy to świetna alternatywa dla amerykańskich filmów i seriali, chociaż gra aktorska i rzadko kiedy naprawdę oryginalna fabuła to coś, do czego trzeba się po prostu przekonać. W każdym razie polecam zainteresować się którymkolwiek z podanych niżej tytułów każdemu, kto ma ochotę się zrelaksować po ciężkim tygodniu, czy chociaż na chwilę "wyłączyć mózg". Nie twierdzę oczywiście, że dramy są głupie, nie, to nie tak! Sama bardzo lubię oglądać je w wolnym czasie, ale sądzę, że ktoś, kto preferuje ambitniejsze filmy może nie być do końca zadowolony. Większość dram to komedie romantyczne i bardzo często ich twórcy powtarzają ten sam schemat, jeśli chodzi o fabułę - biedna dziewczyna i bogaty chłopak, którzy z początku za sobą nie przepadają, ale w końcu okoliczności doprowadzają do tego, że zakochują się w sobie i muszą razem stawić czoła mnożącym się jak grzyby po deszczu problemom. Oczywiście zawsze musi pojawić się "ta trzecia", bohaterka, której po prostu nie da się lubić, ale która finałowo okaże się nie taka zła. Brzmi znajomo, prawda...?
Tak, dramy naprawdę bardzo przypominają akcję zawikłanych serialów, do których ja osobiście nie mam i chyba nigdy nie będę miała przekonania. Dlaczego więc mimo to polubiłam dramy, a niektóre z nich mogę oglądać nawet po kilka razy i nadal mnie bawią, relaksują, czasami wyciskają łzy? Sama nie wiem, jaka jest odpowiedź na to pytanie! Być może bardzo prosta - kocham Azję i kocham wszystko, co z nią związane. Ale do tego dochodzi jeszcze niepowtarzalny klimat, który zawsze wspaniale ukazują właśnie filmy z tamtych stron i dramy, oraz niesamowici aktorzy, którzy bezbłędnie umieją odegrać role czasami mocno przerysowanych bohaterów.

Warto także wspomnieć w tym temacie o genialnej muzyce, która zawsze idealnie dopełnia nastrój i jest specjalnie tworzona na potrzeby fabuły. Soundtrack lub OST to coś wspaniałego. Z bardzo popularnej dramy "City Hunter" pochodzi także moja ulubiona ballada "Suddenly".




Na pierwszy ogień pójdzie chyba "For You in Full Blossom", znana również pod innym tytułem - "To The Beautiful You" koreańska drama, która jest niczym innym, jak tylko młodzieżowym serialem, trochę komedią, trochę dramatem. Takim miksem gatunków. Jest to zdecydowanie moja ukochana i chyba właściwie jedyna, którą mogłabym oglądać w kółko bez cienia znudzenia (sądzę, że może mieć z tym coś wspólnego grający głównego bohatera, Kang Tae Joona Choi Minho, raper zespołu SHINee, o którym wspominałam w poprzednim poście. Cóż...).


Nie będę się może rozpisywać na temat fabuły, która jest, jak już wspomniałam wcześniej, dosyć schematyczna, ale z całego serca polecam ten serial każdemu początkującemu fanowi Azji. Do tej pory pokazałam "For You In Full Blossom" kilku osobom zupełnie nie zainteresowanym Koreą i nastawionych z początku bardzo sceptycznie. Nawet one musiały w końcu zmienić zdanie. O samej historii powiem krótko - opowiada ona o losach Jae Hee, dziewczyny, która w przebraniu chłopaka zapisuje się do męskiej szkoły, gdzie uczęszcza jej idol, Tae Joon. Chłopak był niegdyś wspaniałym sportowcem, skoczkiem, który miał wszystko. W wyniku kontuzji musiał całkiem zrezygnować ze swojej pasji i stał się przez to zupełnie innym człowiekiem, który całkiem stracił wiarę w siebie. Jak się można łatwo domyślić, Jae Hee i reszta przyjaciół pomagają mu wyjść z depresji i przekonać do tego, że mimo wszystko nie powinien się poddawać. Nie przeczę, że to trochę przewidywalne, ale jakimś cudem śledzenie perypetii bohaterów jest świetną zabawą i nieraz wywołało to u mnie atak śmiechu lub płaczu. Naprawdę! Poza tym muzyka stworzona do soundtracku jest magiczna! ♥ Postaci są tak sympatyczne, że nie sposób się nie nich nie przywiązać i każda z nich niesie ze sobą jakieś przesłanie, którym zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie.





Wspomnę o jeszcze kilku tytułach, które również mnie urzekły, chociaż przyznam się, że większości z nich nie obejrzałam do końca. Na uwagę zasługuje "You're Beautiful" z genialnymi Jang Geun Sukiem i Park Shin Hye (obydwoje są również muzykami, a soundtrack z tego serialu został w większości stworzony właśnie przez nich!). Z kolei "Boys Over Flowers" to tytuł, o którym słyszał chyba każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z koreańskim kinem, bo to prawdopodobnie najpopularniejsza z dram (nie obejrzałam jej, wstyd...), gdzie w główną rolę wciela się Lee Minho, aktor znany również z "Personal Taste", "City Hunter" i aktualnie emitowanego "Heirs".



[Jang Geun Suk]


[Lee Minho]


[Park Shin Hye]

Jeśli chodzi natomiast o filmy, to osobiście wolę japońskie, ale to chyba dlatego, że koreańskich za wiele nie widziałam. Uwielbiam i polecam "My Rainy Days" oraz "Dear Friends" - to te zdecydowanie ambitniejsze, dla bardziej wymagających odbiorców. Obydwa to dramaty, dosyć drastyczne i kontrowersyjne, ale mówiące o problemach, które mogą dotknąć każdego. Szczególnie mam tu na myśli drugi z nich, "Dear Friends", gdzie lepiej mieć przy sobie paczkę chusteczek, bo wyjątkowo łatwo się wzruszyć, jak i zszokować. Keiko Kitagawa, aktorka i modelka odtwarzająca rolę Riny zagrała także w "Paradise Kiss", który jest lekkim romansem i do którego wciąż mam sentyment.
A dla fanów fantastyki też się coś znajdzie. "Werewolf Boys" może z początku wydawać się kolejnym "Zmierzchem", ale nie do końca tak jest. To bardzo smutna historia zaczynająca się w momencie, gdy główna bohaterka jest już kobietą w podeszłym wieku i wspomina niezwykłe zjawiska, jakich była świadkiem w młodości. Tutaj szczególnie łatwo odczuć klimat i atmosferę dawnej Korei.




Do napisania! ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz